gototopgototop

английский

итальянский

немецкий

нидерландский

датский

шведский

норвежский

исландский

финский

эстонский

латышский

литовский

греческий

албанский

китайский

японский

корейский

вьетнамский

лаосский

кхмерский

бирманский

тайский

малайский

яванский

хинди

бенгальский

сингальский

тагальский

непальский

малагасийский

«Приключения Тома Сойера» (Przygody Tomka Sawyera) на польском

Книга «Приключения Тома Сойера» (Przygody Tomka Sawyera) на польском языке, автор – Марк Твен. Другие книги, сказки, рассказы, стихотворения на польском языке можно читать онлайн в разделе «Книги на польском».

Кроме чтения польской литературы, у нас можно смотреть онлайн польские фильмы с субтитрами – раздел «Фильмы на польском».

 

 

TOMEK BAWI SIĘ, WALCZY i ZNIKA

 

- Tomek! Nikt nie odpowiada. -Tomek!

Milczenie.

Gdzież go znowu poniosło? Tomek!

Cisza.

Starsza pani zsunęła okulary na nos i sponad szkieł rozejrzała się po pokoju. Potem podniosła je na czoło i jeszcze raz popatrzyła dokoła. Nigdy by nie raczyła spojrzeć przez okulary na taki drobiazg jak Tomek. Zresztą nosiła je tylko od parady i bardzo była dumna z tej wytwornej, choć zupełnie bezużytecznej ozdoby.

Z równym skutkiem bowiem mogłaby patrzeć przez fajerki. Ciotka Polcia szybko ochłonęła i powiedziała spokojnie, ale dość głośno, aby meble mogły ją usłyszeć:

- Czekaj, już ja cię dostanę...

Nie dokończyła. Schyliła się i zaczęła szturchać miotłą pod łóżkiem. Choć się przy tym zadyszała, wymiotła tylko kota.

- Skaranie boskie z tym chłopakiem!

Podeszła do otwartych drzwi, stanęła na progu i rozejrzała się po ogrodzie, to znaczy po grządkach pomidorów porośniętych blekotem. Tomka ani śladu. Gromkim głosem zawołała:

- Hop, hop, Tooomku!

Wtem za plecami usłyszała lekki szelest i zdążyła się jeszcze odwrócić, aby złapać chłopca za kołnierz i osadzić go na miejscu.

- Tuś mi, ladaco! Na śmierć zapomniałam o spiżarni! Coś tam robił?

-Nic.

- Nic! Spójrz tylko na swoje ręce! I na usta! Co to jest?

- Nie wiem, ciociu.

-A ja wiem! Konfitury, tak! Sto razy mówiłam, żebyś nie ruszał konfitur, bo skóra będzie w robocie. Dawaj rózgę!

Rózga świsnęła w powietrzu - sytuacja była beznadziejna.

- O rany, ciociu! Obejrzyj no się prędko!

Starsza pani odwróciła się gwałtownie i ze strachu zadarła spódnicę. Chłopiec w lot dopadł wysokiego parkanu i zniknął po drugiej stronie. Ciocia Polcia na chwilę oniemiała, a potem wybuchnęła dobrodusznym śmiechem.

- A to szelma! Nigdy chyba przy nim nie zmądrzeję. Tyle razy nabrał mnie na ten kawał i znów się zagapiłam. Nie ma większego osła niż stary głupiec. Starego psa, jak się to mówi, nikt nowych sztuczek nie nauczy. A ten chłopak wymyśla coraz to nowe sposoby - i bądź tu mądra. Widocznie wie dobrze, na co może sobie pozwolić, żeby mnie nie wyprowadzić z równowagi. Wie, że byle mu się udało odwrócić na chwilę moją uwagę lub mnie rozśmieszyć, już ręka mi opada i nawet go nie tknę. Bóg mi świadkiem, że nie spełniam swych obowiązków względem tego chłopca! „Różdżką dziateczki Duch Święty bić każe" - mówi Pismo Święte. Grzech i męki piekielne ściągam na nas oboje - wiadomo. Diabła rogatego ma on za skórą, ale, mój Boże, toż to sierotka po nieboszczce rodzonej mej siostrze i serce mi się kraje, gdy trzeba wyłoić mu skórę. Ile razy mu daruję, sumienie nie daje mi spokoju, a jak mu sprawię baty - to wprost serce mi pęka. Ano, żywot człowieka zrodzonego z niewiasty jest krótki i pełen trosk - powiada Pismo Święte i wielka to prawda. Dziś po południu na pewno pójdzie na wagary i za karę będę jutro musiała wyznaczyć mu jakąś pracę. Niełatwo mi to przyjdzie. Jutro jest sobota i wszyscy chłopcy będą się bawili. Ale Tomek z całego serca nie cierpi pracy, muszę więc spełnić swój obowiązek, bo inaczej winna byłabym jego zguby.

Tomek istotnie poszedł na wagary i świetnie się bawił. Powrócił do domu przed kolacją i jeszcze zdążył pomóc małemu Murzynkowi Jimowi, który rżnął drzewo na dzień następny i rąbał je na podpałkę. Pomoc polegała na tym, że Tomek opowiedział Jimowi swoje przygody, a ten wykonał trzy czwarte pracy. Sid, młodszy brat Tomka (a raczej brat przyrodni), skończył już wyznaczoną sobie pracę (zbieranie drzazg), gdyż był to chłopiec posłuszny i nie miał awanturniczej żyłki.

Podczas kolacji Tomek kradł cukier, ile się tylko dało, a ciotka Polcia zadawała mu podstępne pytania, aby wydobyć z niego kompromitujące wyznanie. Jak każda zacna dusza, miała się za biegłą w ciemnych i zawiłych arkanach dyplomacji, a najbardziej przejrzyste swe podstępy uważała za szczyt przebiegłości.

- Gorąco dziś było w szkole? - pytała.

- Tak, ciociu,.

- Bardzo gorąco, prawda, Tomku? - Bardzo, ciociu.

- To pewnie chciałeś się wykąpać?

Strach obleciał Tomka - coś się tutaj kroiło. Nieufnie spojrzał na twarz ciotki, ale nie wyczytał na niej nic podejrzanego. Odpowiedział więc:

- Nie, ciociu, nie bardzo.

Ciotka wyciągnęła rękę i dotknęła koszuli Tomka.

- A teraz już ci nie jest gorąco? - zapytała.

Pochlebiało jej, że w tak sprytny sposób sprawdziła, iż koszula jest sucha, a nikt by nie zgadł, do czego zmierza. Ale Tomek wiedział już; co w trawie piszczy, i uprzedził jej następne posunięcie: - Zmoczyliśmy sobie głowy pod studnią... patrz, mam jeszcze mokre włosy.

Ciotce zrobiło się przykro. Zapomniała o włosach jako poszlace i wszystkie podstępy na nic się zdały. Nagle olśniło ją natchnienie:

- Żeby podstawić głowę pod studnię, nie trzeba odpruwać kołnierzyka, który ci przyszyłam do koszuli, prawda, Tomku? Odepnij no bluzkę!

Wyraz niepewności zniknął z twarzy Tomka. Odpiął kurtkę. Kołnierzyk trzymał się mocno koszuli.

- No, wiesz! Idź sobie. A ja myślałam, żeś był na wagarach i żeś się kąpał. No dobrze, dobrze. Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Tym razem ci się upiekło.

Była trochę zła, że zawiodła ją zwykła przenikliwość, a trochę się ucieszyłaś że Tomek przypadkiem trafił na drogę posłuszeństwa. Nagie Sidney powiedział:

- Hm, hm. Zdaje mi się, że ciocia przyszyła Tomkowi kołnierzyk białą nitką, a teraz jest przyszyty czarną.

- Rzeczywiście, przyszyłam go białą nitką! Tomku!

Ale Tomek nie czekał na ciąg dalszy. Już zza drzwi zawołał:

- Sid! Za to dostaniesz!

Gdy się już znalazł w bezpiecznym miejscu, obejrzał dwie grube igły wpięte w klapy kurtki. Obie były owinięte nitkami, jedna czarną, druga białą.

- Gdyby nie Sid - mruknął - nigdy by się nie połapała. Diabli nadali! Raz szyje białą, a drugi raz czarną nitką! Mogłaby się wreszcie zdecydować, bo tak to nigdy nie pamiętam, na, którą z nich kolej! Ale Sid musi za to oberwać. Już on mnie popamięta!

Tomek nie był wzorem cnót chłopięcych w miasteczku. Znał wprawdzie taki wzór, ale żywił dla niego pogardę.

Nie minęły dwie minuty, a Tomek zapomniał o wszystkich swoich zmartwieniach. Nie dlatego, żeby dokuczały mu odrobinę mniej niż troski, które dręczą dorosłych, ale z tej przyczyny, że nowa, wielka sprawa przegnała smutne myśli z jego głowy przynajmniej na jakiś czas. Podobnie dorośli zapominają o swoich kłopotach w zapale nowych zamierzeń.

Nową namiętnością Tomka był wielce oryginalny sposób gwizdania, który przejął z ust pewnego Murzyna. Teraz pragnął spokojnie wypróbować tę sztukę. Był to jakiś osobliwy rodzaj ptaszęcego trylu, jakby przeciągły świergot, polegający na tym, że w czasie koncertu, w krótkich odstępach czasu, uderza się leciutko, językiem o podniebienie. Czytelnik zapewne pamięta, jak się to robi, jeżeli sam kiedyś był chłopcem. Dzięki swej pilności i wytrwałości Tomek wreszcie wspiął się na wyżyny tej trudnej sztuki. Z ustami pełnymi harmonijnych tonów, a duszą pełną uniesienia szedł teraz ulicą i doznawał podobnych uczuć jak astronom, który odkrył nową planetę z tym jednak, że radość Tomka była niewątpliwie większa, głębsza i niczym niezmącona.

Nastały już długie letnie wieczory. Było jeszcze zupełnie jasno. Tomek nagle przestał gwizdać. Stał przed nim ktoś obcy, chłopiec odrobinę od niego wyższy. Każdy przybysz - bez różnicy wieku i płci - był czymś niezwykłym w małej ubogiej mieścinie St. Petersburg. Chłopiec ubrany był porządnie, nawet jak na dzień powszedni za dobrze. Wprost nie do uwierzenia! Czapkę miał istne cacko! Niebieska sukienna kurtka, zapięta na wszystkie guziki, była nowiutka i czysta, podobnie jak spodnie. Na nogach miał buciki, choć był to tylko piątek. Miał nawet kokardę z pstrej wstążki. Było w nim coś wielkomiejskiego, co Tomka oburzyło do głębi. Im dłużej chłonął wzrokiem to wspaniałe zjawisko, im wyżej zadzierał nosa w pogardzie dla tego okazu elegancji, tym nędzniejszy wydawał mu się jego własny wygląd. Obaj chłopcy milczeli. Gdy jeden się poruszył, poruszył się i drugi, ale tylko bokiem i w kółko. Długo stali naprzeciw siebie i mierzyli się wzrokiem. Wreszcie Tomek powiedział:

- Dać w ucho?

- Spróbuj!

- Czemu nie?

- Bo nie.

- Dostaniesz i tyle.

- Akurat!

- Zobaczysz.

- Nieprawda! -Tak!

- Nie!

Kłopotliwe milczenie. Potem Tomek zaczął na nowo:

- Jak się nazywasz?

- Co ci do tego?

- Jak będę chciał, to będzie mi do tego.

- To czemu nie chcesz?

- Jak będziesz dużo gadał, to zechcę.

- Dużo, dużo, dużo!... No i co?

- Myślisz, że taki z ciebie wielki elegant, co? Jedną rękę przywiążę sobie na plecach, a drugą będę tłukł, ile wlezie.

- No to dlaczego tego nie zrobisz? Wciąż się tylko odgrażasz.

- Nie zaczepiaj mnie, bo uderzę.

- Właśnie... tysiące już widziałem takich łapciuchów.

- Kawaler! Widzisz go, jaki ważny! Ale kapelusik!

- Jak się nie podoba, to mi go strąć. Proszę bardzo, tylko kto to zrobi, nieprędko się potem wyliże.

- Jesteś kłamca.

- Ty sam kłamiesz!

- Tchórz! Chciałby się bić, a boi się!

- Zjeżdżaj z drogi!

- Eee, zamknij się, bo stuknę cegłą w głowę.

- Niemożliwe.

- Możliwe.

- Więc czemu tego nie robisz? Ciągle tylko mówisz, co byś zrobił. A wiesz dlaczego? Bo się boisz.

- Nie boję się!

- Jeszcze jak!

-Nie!

-Tak!

Znowu zamilkli i znów przystawiają się do siebie i mierzą się wzrokiem. Wreszcie stanęli ramię w ramię.

- Wynoś się stąd! - zawołał Tomek.

- Sam się wynoś!

- A ja nie chcę!

- Ja też!

Stali tak naprzeciw siebie, wysunąwszy po jednej nodze dla lepszej równowagi, i dysząc nienawiścią, z całej siły napierali na siebie. Żaden jednak nie mógł uzyskać przewagi nad przeciwnikiem. Wreszcie, czerwoni jak buraki, z zachowaniem należytej ostrożności odstąpili od siebie, a Tomek powiedział:

- Jesteś tchórz, ty szczeniaku. Powiem mojemu starszemu bratu, to rozłoży cię małym palcem.

- Gwiżdżę na twego starszego brata! Mój brat jest większy od twojego. Przerzuci go przez ten płot jak piłkę. (Obaj bracia byli oczywiście zmyśleni).

- Kłamiesz!

- Gadaj zdrów!

Tomek palcem nogi narysował na ziemi kreskę i powiedział:

- Spróbuj przekroczyć tę linię, a dostaniesz tyle, ile wlezie. Spróbuj, zobaczysz!

Nieznajomy natychmiast przekroczył kreskę mówiąc:

- Zobaczymy, co teraz zrobisz.

- Nie zbliżaj się! Uważaj!

- No... na co czekasz?

- Do licha! Daj dwa centy, a już biorę się do roboty. Nieznajomy wyjął z kieszeni dwa miedziaki i złośliwie się uśmiechając podał je Tomkowi. Ten podbił mu rękę i centy upadły na ziemię. Chłopcy rzucili się na siebie i sczepiwszy się jak dwa koty, zaczęli się tarzać po ziemi. Targali się za włosy, darli sobie ubrania, okładali się pięściami, rozdrapywali nosy i okrywali się kurzem i sławą. Wreszcie sytuacja się wyjaśniła i na polu walki z kurzawy wynurzył się Tomek - siedział okrakiem na nieprzyjacielu i okładał go kułakami.

- Masz dosyć? - zawołał.

Chłopak usiłował wyrwać się z uścisku i płakał, najwięcej ze złości.

- Masz dosyć? i Tomek tłukł dalej.

Wreszcie chłopak wykrztusił: „dosyć" i Tomek puścił go mówiąc:

- Dostałeś za swoje. Na drugi raz uważaj kogo się czepiasz.

Obcy chłopak oddalił się szybko, otrzepując ubranie, płacząc i pociągając nosem. Raz po raz oglądał się i odgrażał się Tomkowi. Tomek odpowiedział mu szyderczym śmiechem i z miną zwycięzcy ruszył do domu. Ledwie się jednak odwrócił, nieznajomy podniósł kamień, cisnął go i trafił Tomka między łopatki, po czym zwiał w podskokach.

Tomek gonił zdrajcę aż do domu i w ten sposób dowiedział się, gdzie mieszka. Przez pewien czas stał na posterunku przed bramą, wzywając nieprzyjaciela, aby wyszedł mu na spotkanie. Ale chłopak tylko stroił do Tomka miny przez okno. Wyzwania nie przyjął. Wreszcie zjawiła się matka wroga, nazwała Tomka złym, wstrętnym, ordynarnym chłopakiem i kazała mu iść precz. Odszedł więc, ale ostrzegł, żeby ten chłopczyk więcej nie wchodził mu w drogę.

Do domu wrócił bardzo późno. Kiedy ostrożnie wchodził oknem, ujrzał ciotkę czyhającą na niego w zasadzce. Zobaczyła, co się stało z jego ubraniem, i postanowiła nieodwołalnie skazać go na ciężkie roboty w dniu wolnym od nauki, to znaczy w sobotę.

 

Следующий раздел книги Марка Твена «Приключения Тома Сойера» (PRZYGODY TOMKA SAWYERA) называется ZNAKOMITY PACYKARZ.

 

французский

испанский

португальский

польский

чешский

словацкий

венгерский

румынский

болгарский

словенский

сербский

хорватский

македонский

иврит

турецкий

арабский

фарси

урду

пушту

молдавский

украинский

белорусский

русский

грузинский

армянский

азербайджанский

узбекский

казахский

киргизский

монгольский

Изучение иностранных языков - новое

Уроки иностранных языков онлайн

Что для Вас является более важным при выборе курсов иностранных языков в Киеве?