gototopgototop

английский

итальянский

немецкий

нидерландский

датский

шведский

норвежский

исландский

финский

эстонский

латышский

литовский

греческий

албанский

китайский

японский

корейский

вьетнамский

лаосский

кхмерский

бирманский

тайский

малайский

яванский

хинди

бенгальский

сингальский

тагальский

непальский

малагасийский

«Как писать рассказ для «Блэквуда» (JAK NAPISAĆ BLACKWOODOWSKI ARTYKUŁ) на польском

Эдгар По - «Как писать рассказ для «Блэквуда» (JAK NAPISAĆ BLACKWOODOWSKI ARTYKUŁ) на польском языке. Другие рассказы Эдгара По, а также книги для разных уровней изучающих польский язык можно читать онлайн в разделе «Книги на польском».

Кроме чтения книг, у нас ещё можно смотреть онлайн или скачать бесплатно фильмы на польском языке. Они находятся в разделе «Фильмы на польском»

 

JAK NAPISAĆ BLACKWOODOWSKI ARTYKUŁ

 

W imię Proroka - figi!

(Okrzyk tureckiego przekupnia fig)

 

Przypuszczam, że wszyscy znają mnie ze słyszenia. Nazywam się Signora Psyche Zenobia. Wiem o tym z całą pewnością. Jedynie moi wrogowie zowią mnie Suchą Snobią.

Wyjaśniano mi, że „Sucha" jest po prostu wulgarnym wykoślawieniem „Psyche", które to słowo w dobrej greczyźnie oznacza „duszę" (to ja: wszystka jestem duszą), Czasami zaś  „motyla", przy czym to drugie znaczenie odnosi się niewątpliwie do mojej aparycji w nowej, szkarłatnej sukni atłasowej, z arabskim mantelet koloru nieba tudzież zielonymi agraffas i siedmioma falbanami auriculas koloru oranżowego. Co zaś się tyczy słowa „Snobia", to każdy, kto na mnie spojrzy, przekona się od razu, że nie noszę takiego nazwiska. Panna Tabita Dynia rozpowszechniała tę wiadomość z czystej zawiści. Tabita Dynia, też rzeczywiście! O, biedna nieszczęśnica! Ale czegóż można spodziewać się po dyni? Ciekawe, czy pamięta starą przypowieść o „krwi wypływającej z dyni" etc. Dla pamięci: przypomnieć jej o tym przy pierwszej sposobności). (Dla pamięci po raz drugi: dać jej po nosie).

O czymże to mówiłam? Aha; zapewniano mnie tedy, że „Snobia" jest po prostu zniekształceniem „Zenobia" i że Zenobia była królową - (ja także: Doktor Dusigrosz zawsze mnie zowie Królową Serc) - że Zenobia, równie jak Psyche, to rzetelna greczyzna tudzież  że ojciec mój robił Greka" i przeto mam prawo do naszego patronimiku, który brzmi Zenobia, a w żadnym razie nie Snobia. Nikt poza Tabita Dynią nie nazywa mnie Suchą Snobią. Jestem Signora Psyche Zenobia.

Jako się rzekło, wszyscy mnie znają ze słyszenia. Jestem tąż samą Signorą Psyche Zenobią, która cieszy się tak zasłużoną sławą jako sekretarka-korespondentka Filadelfijskiego Amalgamowanego Językoznawczego Naukowego Instytutu dla Ucywilizowania Towarzyskiego Krajów Agrarnych Krzewieniem Uniwersalnego Piękna Absolutnego. Nazwę tę obmyślił dla nas doktor Dusigrosz, mówiąc, iż wybrał ją dlatego, że ma brzmiący dźwięk, niby pusta baryłka od rumu. (Wulgarny to człowiek niekiedy, ale głęboki). Wszyscy umieszczamy po nazwisku inicjały naszego instytutu, na wzór R. S. A. - Royal Society of Arts -lub S. K. U. R. A. - Stowarzyszenia Korzystnego Upowszechniania Racjonalnej Argumentacji itd., itd. Doktor Dusigrosz twierdzi, że w tej drugiej nazwie litera S znaczy: stęchła, a reszta czyta się jak „kura", i że S. K. U. R. A. oznacza: „stęchła kura", a nie nazwę stowarzyszenia lorda Broughama ale doktor Dusigrosz jest takim dziwakiem, że nigdy nie mam pewności, czy mówi prawdę.

W każdym razie zawsze kładziemy po naszym nazwisku inicjały: F.A.J.N.I.U.T.K.A.K.U.P.A. - czyli Filadelfijski Amalgamowany Językoznawczy Naukowy Instytut dla Ucywilizowania Towarzyskiego Krajów Agrarnych Krzewieniem Uniwersalnego Piękna Absolutnego - po jednej literze z każdego słowa, co jest zdecydowanym krokiem naprzód w stosunku do lorda Broughama. Doktor Dusigrosz upiera się, że inicjały te odzwierciedlają prawdziwy charakter naszej instytucji, ale za skarby świata nie mogę pojąć, co ma na myśli.

Mimo życzliwych usług doktora oraz niezmordowanych wysiłków, zmierzających do uzyskania rozgłosu, Instytut nie osiągnął większych sukcesów do chwili, gdy doń wstąpiłam. Bo też, prawdę mówiąc, członkowie używali w dyskusji zbyt impertynenckiego tonu. Rozprawy odczytywane w każdą sobotę wieczorem charakteryzowała nie tyle głębia co bufonada. Wszystkie przypominały bitą  śmietankę. Nie było tam wnikania w pierwotne przyczyny,, pierwotne zasady. Nie było wnikania w nic w ogóle. Nie zwracano uwagi na to podstawowe zagadnienie, jakim jest „stosowność wszechrzeczy". Krótko mówiąc nie uprawiano tam tak pięknego pisarstwa, jak niniejsze. Wszystko było płaskie - i to bardzo! Żadnej głębi, żadnego oczytania ani metafizyki - nic z tego, co ludzie uczeni zowią uduchowieniem, a nieuczeni lubią piętnować jako kant. (Dr M. twierdzi, że powinnam pisać  „kant" przez duże K, ale ja wiem, co robię). Wstąpiwszy do Instytutu usiłowałam wprowadzić tam lepszy styl myślenia i pisania, a całemu światu wiadomo, jak doskonale mi się to powiodło. Mamy teraz w F.A.J.N.I.U.T.K.A.K.U.P.A. nie gorsze rozprawki niż nawet w „Blackwood". Mówię tu „Blackwood" ponieważ zapewniano mnie, że najwyborniejsze artykuły na wszelkie tematy znaleźć można na łamach tego słusznie wychwalanego czasopisma. Obecnie wzorujemy się na nim we wszelkich materiałach, toteż szybko zyskujemy popularność.

Właściwie, jeżeli wziąć się do tego jak należy, nie jest zbyt trudno ułożyć artykuł rzetelnie blackwoodowskiego pokroju. Oczywiście nie mówię o artykułach politycznych. Odkąd doktor Dusigrosz wyjaśnił tę sprawę, każdy już wie, jak się je sporządza. Pan Blackwood ma nożyce krawieckie oraz trzech czeladników, co stoją przy nim czekając na rozkazy. Jeden podaje mu „Timesa", drugi „Examinera", a trzeci Nowe kompendium gwary i wymysłów - Gulleya. Pan B. po prostu wycina i przeplata: Rzecz jest szybko gotowa - wystarczy jedynie ,,Examiner", Gwara i wymysły i „Times" - poterrr,,Times", Gwara i wymysły i ,,Examiner" - i wreszcie „Times", ,,Examiner" i Gwara i wymysły.

Atoli główną zaletą czasopisma są jego artykuły z działu „Rozmaitości"; najlepsze zaś składają się na rubrykę, którą doktor Dusigrosz zowie bizarreries (ma to jakieś tam znaczenie), a którą wszyscy inni nazywają  „Spięcia". Jest to gatunek pisarstwa, który już nie od dziś nauczyłam się cenić, aczkolwiek dopiero po mojej niedawnej wizycie u pana Blackwooda (do którego wydelegował mnie Instytut) dowiedziałam się szczegółowo, jaką metodę należy tu stosować. Metoda ta jest nader prosta, choć nie tak, jak w wypadku artykułów politycznych. Kiedy zjawiłam się u pana B. i przedstawiłam mu prośbę Instytutu, przyjął mnie bardzo grzecznie, zaprowadził do swego gabinetu i tara przejrzyście wyjaśnił całą procedurę.

- Szanowna pani - powiedział, najwyraźniej uderzony moim majestatycznym wyglądem, jako że miałam na sobie szkarłatne atłasy, zielone agraffas i oranżowe auriculas. -Szanowna pani -rzekł tedy - zechciej usiąść. Rzecz przedstawia się tak: po pierwsze piszący „Spięcia" używać musi bardzo czarnego atramentu i bardzo dużego pióra z bardzo tępą stalówką. I zważ, panno Psyche Zenobio! - ciągnął po chwili uroczystym tonem, niezmiernie dobitnie i energicznie. — Zważ, że tego-pióra-nigdy--nie-powinno-się-naprawiać! W tym, pani, tkwi tajemnica, dusza „Spięć". Pozwolę sobie stwierdzić  że jeszcze nikt, choćby obdarzony największym geniuszem, nie napisał nigdy dobrym piórem

- proszę mnie zrozumieć - dobrego artykułu. Możesz pani przyjąć za pewnik, że manuskrypt, który da się odczytać, nigdy nie jest wart czytania. Jest to naczelna zasada naszej wiary i jeśli nie jesteś pani gotowa jej uznać, to konferencja nasza musi się na tym zakończyć.

Przerwał. Ponieważ jednak nie miałam, rzecz jasna, ochoty położyć kresu konferencji, przystałam więc na postulat tak oczywisty, o którego prawdziwości byłam przez cały czas najzupełniej przeświadczona. Zrobiło mu to widoczną przyjemność, ciągnął więc dalej swoje pouczenia.

- Może się pani wydać złośliwością z mej strony, panno Psyche Zenobio, jeżeli odeślę panią do jakiegoś poszczególnego artykułu bądź serii artykułów jako wzoru do przestudiowania, ale chyba warto, bym pani uwagę skierował na kilka przypadków. Zaraz, zaraz. A więc był na przykład taki Żywy nieboszczyk

- rzecz kapitalna! - relacja o przeżyciach pewnego dżentelmena, pogrzebanego, nim jeszcze duch uleciał z jego ciała - pełna

smaku, straszliwości, sentymentu, metafizyki i erudycji. Mogłabyś pani przysiąc, że autor urodził się i wychował w trumnie. Następnie mieliśmy Wyznania zjadacza opium - wyborne, wyśmienite! - przepyszna imaginacja - głęboka filozoficzność -przenikliwa spekulacja myślowa - dużo ognia, zaciekłości, znakomicie okraszone rzeczami zdecydowanie niezrozumiałymi. Był to doskonały kęs nonsensu, który ludzie z rozkoszą przełknęli. Upierano się, że to Coleridge napisał ten artykuł, ale tak nie było. Skomponowany został przez mego ulubionego pawiana, Junipera, przy szklance dżinu z wodą  „gorącą bez cukru" - (w to trudno byłoby mi uwierzyć, gdyby mnie zapewniał o tym fakcie ktokolwiek poza panem Blackwoodem). - Dalej mieliśmy Eksperymentatora Mimo Woli, o pewnym panu, którego pieczono w piecu, a który wyszedł zdrów i cały, choć bez wątpienia przypieczony. Następnie był  Diariusz byłego lekarza, którego zalety polegały na pysznym gadulstwie i kiepskiej greczyźnie - obie te rzeczy mają ogromne wzięcie u publiczności. Potem mieliśmy Człowieka w dzwonie - tego artykułu, a propos, nie mogę dość zalecić pani uwadze. Jest to historia młodego osobnika, który zasypia pod sercem dzwonu kościelnego i budzi się w chwili, gdy ten dzwoni na jego pogrzeb. Dźwięk ów przyprawia go o szaleństwo, więc wydobywszy tabliczki, pan ten spisuje swoje odczucia. Odczucia są bądź co bądź rzeczą najważniejszą. Gdybyś pani miała kiedykolwiek być topioną albo wieszaną, nie omieszkaj spisać swych odczuć  — dostaniesz za nie po dziesięć gwinei od arkusza. Jeżeli chcesz pisać przekonywająco, panno Zenobio, zwracaj skrupulatnie uwagę na odczucia.

- Zrobię to niezawodnie, proszę pana - odparłam.

- Doskonale! - rzekł. - Widzę, że z pani jest uczennica w moim guście. Ale muszę wprowadzić panią au fait szczegółów niezbędnych przy układaniu tego, co nazwać możemy prawdziwie blackwoodowskim artykułem typu sensacyjnego - rodzaju, który - jak sama pani rozumie - uważam za najlepszy do wszystkich celów.

- Pierwszą konieczną po temu rzeczą jest dostać się w takie opały, jak jeszcze nikt dotychczas. Ten piec na przykład - to był dobry pomysł. Ale jeśli pani nie ma pod ręką pieca ani dużego dzwonu i jeśli pani nie może bez trudności wypaść z balonu, zostać pochłoniętą przez trzęsienie ziemi albo też utknąć w przewodzie kominowym, to trzeba będzie po prostu zadowolić się wymyśleniem podobnej przygody. Wolałbym wszelako, żebyś pani mogła oprzeć się na jakimś prawdziwym fakcie. Nic tak nie zapładnia wyobraźni, jak wiedza doświadczalna o traktowanym przedmiocie. „Prawda jest dziwna", jak pani wiadomo, „dziwniejsza od zmyślenia" - nie mówiąc już o tym, że bardziej przydatna.

Tu zapewniłam go, że posiadam wyśmienitą parę podwiązek i że niezwłocznie pójdę się powiesić.

- Znakomicie! - odparł. - Niech pani tak zrobi, aczkolwiek wieszanie jest już trochę wyświechtane. Może dałoby się  znaleźć coś lepszego. Proszę zażyć dozę pigułek przeczyszczających Brandretha i opowiedzieć nam swoje odczucia. Jednakże instrukcje moje odnoszą się równie dobrze do każdej nieszczęśliwej przygody, toteż wracając do domu możesz pani z łatwością

oberwać czymś po głowie albo wpaść pod omnibus bądź zostać pogryzioną przez wściekłego psa czy też utonąć w kanale. Lecz idźmy dalej.

- Wybrawszy sobie temat, musisz rozważyć ton oraz styl narracji. Istnieje ton dydaktyczny, entuzjastyczny, naturalny -wszystkie dość już zbanalizowane. Ale jest także ton lakoniczny, czyli krótki a węzłowaty, ostatnio bardzo często stosowany. Polega on na krótkich zdaniach. Coś w rodzaju: Nie można być zbyt zwięzłym. Nie można być zbyt jędrnym. Zawsze kropka. Nigdy od nowego wiersza.

- Następnie mamy ton wzniosły, rozwlekły i interiekcyjny. Krzewią go niektórzy nasi najlepsi powieściopisarze. Wszystkie słowa muszą wirować jak bąk i stwarzać, nader podobny dźwięk,

który znakomicie zastępuje sens. Jest to bezwzględnie najlepszy ze wszystkich możliwych stylów, jeśli piszący nazbyt się  śpieszy, by myśleć.

- Dobry jest również ton metafizyczny. Jeżeli pani znasz jakieś wielkie słowa - oto okazja, aby ich użyć. Mów o szkole jońskiej i eleackiej, o Archytasie, Gorgiaszu i Alkmeonie. Powiedz coś o obiektywizmie i subiektywizmie. Nie omieszkaj nawymyślać na pewnego jegomościa nazwiskiem Locke. Kręć nosem na wszystko w ogóle, a jeśli ci się wypsnie coś już trochę nadto absurdalnego - nie powinnaś zadawać sobie trudu z wymazywaniem, ale po prostu dorzucić odnośnik, że powyższą głęboką uwagę zawdzięczasz Kritik der reinen Vernunft albo też Metaphysische Anfangsgrunde der Naturwissenschaft. To będzie wyglądało erudycyjnie i... i... i szczerze.

- Istnieją rozmaite inne tony równie sławione, ale wymienię tu jeszcze dwa tylko: ton transcendentalny i ton heterogeniczny. Zaletą pierwszego jest wglądanie w naturę rzeczy o wiele głębiej od innych osób. To podwójne widzenie daje znakomite wyniki, jeśli nim należycie pokierować. Lektura „Dial" da pani bardzo wiele. W tym wypadku unikaj wielkich słów; używaj możliwie jak najmniejszych i pisz je do góry nogami. Przejrzyj sobie pani wiersze Channinga i zacytuj to, co mówi na temat „tłustego, małego człowieczka o zwodniczych pozorach Wiedzy". Wtrąć coś o Niebiańskiej Jedyności. Nie piśnij ani słówka o Piekielnej Dwojakości. A nade wszystko studiuj aluzję. Napomykaj o wszystkim - nie twierdź niczego. Jeżeli masz ochotę powiedzieć „chleb z masłem", za nic w świecie nie mów tego wprost. Możesz pani rzec cokolwiek, wszystko, co zbliża się do „chleba z masłem". Możesz uczynić aluzję do placka gryczanego, możesz nawet posunąć się tak daleko, żeby sugerować owsiankę, atoli jeśli ci w istocie idzie o chleb z masłem, bacz, droga panno Psyche, aby pod żadnym pozorem nie powiedzieć: „chleb z masłem".

Zaręczyłam mu, że póki żyję, więcej tego nie powiem. Ucałował mnie i mówił dalej:

- Co się tyczy tonu heterogenicznego, to jest on po prostu zręczną mieszanką wszelkich innych tonów na świecie w różnych proporcjach i przeto składa się ze wszystkiego, co głębokie, wielkie, dziwne, pikantne, trafne i nadobne.

- Przypuśćmy teraz, że ustaliłaś pani sobie fabułę i ton. Trzeba się jeszcze zająć czynnikiem najważniejszym - zaiste duszą całej sprawy. Mam tu na myśli faszerowanie. Nie sposób domniemywać, że dama czy dżentelmen prowadzi żywot mola książkowego. A przecie jest nade wszystko ważne, by pani artykuł miał posmak erudycji, a już przynajmniej był  świadectwem szerokiego ogólnego oczytania. Zaraz pani wskażę, jak to osiągnąć. Proszę spojrzeć! - (Tu wyjął trzy czy cztery pospolicie wyglądające tomiki i otworzył je na chybił-trafił). - Rzuciwszy okiem na pierwszą lepszą stronicę którejkolwiek książki na świecie dostrzeżesz pani od razu cały rój drobnych skrawków bądź to uczoności, bądź  bel-esprityzmu, które właśnie są najlepszą okrasą blackwoodowskiego artykułu. Możesz zanotować sobie kilka z nich, kiedy je tu będę odczytywał. Uczynię podział na „Pikantne Fakty nadające się do Fabrykowania Porównań" oraz „Pikantne Wyrażenia do wprowadzania w miarę sposobności". Proszę notować.

Napisałam tedy to, co mi dyktował:

- PIKANTNE FAKTY NADAJĄCE SIĘ DO PORÓWNAŃ. - „Pierwotnie istniały tylko trzy Muzy: Melete, Mneme i Aoede — Medytacja, Pamięć i Śpiew". Można doskonale wykorzystać ten drobny fakt, jeżeli właściwie zabrać się do niego. Jak pani widzisz, nie jest powszechnie znany i wygląda na recherche. Musi pani uważać, aby rzecz podać W sposób rzetelnie improwizacyjny.

- Albo co innego. „Rzeka Alpheus przepływała pod morzem wynurzając się bez uszczerbku dla czystości swych wód". Trochę to zatęchłe, nie ma co mówić, ale jeżeli się rzecz należycie przyozdobi i przyprawi, będzie się wydawała świeża jak nigdy.

- Jest także i coś lepszego. „Irys Perski wydziela dla niektórych słodki i nader silny zapach, gdy tymczasem dla innych jest całkowicie bezwonny". Doskonałe i bardzo delikatne. Trochę tym pokręcić, a działać będzie cuda. Mamy też coś innego z dziedziny botaniki. Nic równie dobrze nie idzie, szczególnie z pomocą kęska łaciny. Proszę notować:

- „Epidendrum FIos Aeris z Jawy wypuszcza przepiękny kwiat, który żyje, kiedy go Wyciągnąć za korzenie. Krajowcy zawieszają go na sznurku u powały i przez lata całe rozkoszują się jego wonią". To kapitalne. Tyle o porównaniach. A teraz przejdźmy do „Pikantnych Wyrażeń".

- PIKANTNE WYRAŻENIA. - „Szacowna powieść chińska Ju-Kiao-Li". Doskonałe! Zręcznie wtrącając te kilka słów, wykaże pani dokładną znajomość języka tudzież literatury Chińczyków. W ten sposób możesz ewentualnie obejść się bez arabskiego, sanskrytu czy też języka plemienia Chickasaw. Nie można jednakże zrobić kroku bez hiszpańskiego, włoskiego, niemieckiego, łaciny i greki. Muszę pani przedstawić małą próbkę każdego z tych języków. Byle urywek się nada, bo musisz polegać na własnej pomysłowością aby go dopasować do swego artykułu. Proszę pisać!

- Aussi tendre que Zaire - równie delikatna jak Zaira - to po francusku. Aluzja do częstotliwego powtarzania słów: Ja tendre Zaire we francuskiej tragedii o tymże tytule. Właściwie zastosowane, świadczyć to będzie nie tylko o pani znajomości języka, ale też i o ogólnym oczytaniu tudzież dowcipie. Możesz pani na przykład powiedzieć, że kurczę, które spożywałaś (napisz, proszę, artykuł o tym, jak zadławiłaś się na śmierć kością z kurczęcia), nie było całkowicie aussi tendre que Zaire. Proszę notować.

 

Van muerte tan escondida

Que no te sienta venir

Porque el plazer del morir

No mestorne a dar la vida.

 

- To po hiszpańsku - z Miguela de Cervantesa. „Przyjdź spiesznie, o śmierci! Ale nie daj mi wyczuć twego nadejścia, gdyż rozkosz umierania może mnie niestety przywrócić do życia".. To możesz pani wtrącić całkiem a propos, kiedy w ostatecznej udręce zmagać się będziesz z kością kurczęcia. Proszę pisać!

 

II pover'huomo che non se'n era accorto

Andava comfoattendo, e era morto.

- To znów po włosku, jak pani zauważyłaś - z Ariosta. Mowa tu o wielkim bohaterze, który nie zauważywszy w gorączce bitwy, że go na dobre zabito, nadal dzielnie walczy, choć już jest trupem. Zastosowanie powyższego do pani wypadku jest zupełnie oczywiste - albowiem ufam, panno Psyche, że nie omieszkasz wierzgać nogami co najmniej przez półtorej godziny po udławieniu się na śmierć ową kością kurczęcia. Zechciej notować!

Und sterb' ich doch, sosterb ich denn

Durch Sie — durch Sie!

 

- Po niemiecku. Z Schillera, „Jeśli umieram, to wszak umieram przez ciebie, przez ciebie". Jasne jest, że mamy tu do czynienia z apostrofą do przyczyny pani kieski - do kurczęcia. Zaiste chciałbym wiedzieć, który rozsądny dżentelmen (czy dama) nie umarłby chętnie dla dobrze utuczonego kapłona prawdziwej rasy molukckiej, nadziewanego kaparami i grzybkami, i podanego w salaterce od sałaty z galaretką pomarańczową en mosaiques. Proszę pisać! (Możesz pani dostać taki u Tortoniego). Pisz pani, proszę!

- A tu mamy piękne łacińskie zdanko, i to rzadko (nie można być zbyt recherche czy zwięzłym z łaciną, bo to się robi tak pospolite). Ignoratio elenchi. Ktoś popełnił  ignoratio elenchi- to znaczy, że zrozumiał słowa, ale nie sens pani wypowiedzi. Jak pani widzi, był to głupiec. Jakiś nieborak, do którego przemawiałaś dławiąc się ową kością kurczęcia i który przeto nie zrozumiał dokładnie, o czym była mowa. Ciśnij mu w twarz ignoratio elenchi, a od razu będzie skończony. Gdyby ośmielił się odpowiedzieć, możesz zacytować mu z Lukiana (o, tutaj, proszę), że przemówienia są zwykłymi anemonae verborum - anemonami słów. Anemon, mimo wspaniałej barwy, nie ma zapachu. Albo jeżeli ten jegomość zacznie się rzucać, możesz go dobić za pomocą  insomnia Jovis - urojeń Jowisza - słów, które Sillius Italicus (proszę spojrzeć) stosuje do rozdętych i pompatycznych myśli. To już z pewnością dźgnie go w samo serce. Nie może zrobić nic innego, jak tylko przewrócić się na bok i skonać.

- Zechciej pani łaskawie zapisać.

- Po grecku musimy wybrać coś  ładnego - na przykład Demostenesa Avεpo Φεvωv χai πaλiv μahεσtai (Anero pheugon kai palin machesatai). Istnieje nienajgorszy tego przekład w Hudibrasie: Bo ten, co zmyka, walczyć jeszcze może, Czego nie zdoła zabity, niebożę.

- W blackwoodowskim artykule nic nie daje tak wspaniałego efektu jak greka. Same litery mają już jakiś posmak głębi. Zważ pani tylko przebiegły wygląd tego Ypsilonu! A to Phi winno by niewątpliwie zostać biskupem! Czy był ktoś wymyślniejszy od tego Omikronu? Tylko wczuj się, pani, w to Tau. Krótko mówiąc nie ma jak greka do prawdziwego artykułu sensacyjnego. W niniejszym wypadku zastosowanie jest czymś najoczywistszym w świecie. Machnij pani to zdanie razem z potężnym przekleństwem, jako ultimatum dla tego nicponia, kapuścianego łba, hultaja, który nie potrafił zrozumieć, kiedy mówiłaś do niego prostą angielszczyzną o tej kości kurczęcia. Zwącha on, o co idzie, i drapnie, możesz być tego pewna.

To były wszystkie wskazówki, jakich pan B. mógł mi udzielić na omawiany temat, ale czułam, że są całkowicie wystarczające. Nareszcie mogłam napisać prawdziwy blackwoodowski artykuł i postanowiłam uczynić to niezwłocznie. Przy pożegnaniu pan B. zaproponował mi nabycie artykułu, gdy go już napiszę, ponieważ jednak mógł mi zaoferować tylko pięćdziesiąt gwinei od arkusza, uznałam, że lepiej będzie przekazać rzecz naszemu Instytutowi niż ją zmarnować za tak znikomą sumę. Atoli mimo tego sknerstwa, pan ów okazał mi szacunek pod każdym innym względem i zaiste potraktował mnie jak najuprzejmiej. Jego pożegnalne słowa głęboko zapadły mi w serce i ufam, że zawsze wspominać je będę z wdzięcznością.

 

Следующая книга Эдгара По называется «METZENGERSTEIN», её можно читать онлайн в разделе «Книги на польском».

 

французский

испанский

португальский

польский

чешский

словацкий

венгерский

румынский

болгарский

словенский

сербский

хорватский

македонский

иврит

турецкий

арабский

фарси

урду

пушту

молдавский

украинский

белорусский

русский

грузинский

армянский

азербайджанский

узбекский

казахский

киргизский

монгольский

Изучение иностранных языков - новое

Уроки иностранных языков онлайн

Что для Вас является более важным при выборе курсов иностранных языков в Киеве?